Magnus

Magnus

wtorek, 01 maj 2012 11:18

Zakładnik "własnych" przekonań

Zaczyna się bardzo niewinnie. Rodzi się mały człowiek, przyszły samiec alfa lub jak kto woli zakładnik własnych przekonań. Poznajmy jego losy. Już od najmłodszych lat, ten malec był zdany na siebie, ponieważ rola jego ojca ograniczała się do utrzymania rodziny. Głowa rodziny zarabia na to, aby młody człowiek mógł spokojnie srać w pampersy. Nasz bohater dorasta wychowany wśród kobiet: matki, babki siostry lub ciotki. Na początku wszystko jest ok., bo ma, kto wytrzeć pupę lub podmuchać w zadrapany łokieć. Z czasem jednak nasz mały przyszły pseudo alfa szuka męskiego wzorca. Zaczyna brakować mu ojca tak zwyczajnie. Tęskni za chwilami, kiedy ojciec uczył go jeździć  na rowerze, a gdy ten się przewrócił, tata dziarsko podtrzymywał na duchu: wstawaj nic się nie stało, spróbuj jeszcze raz!

Potem pochłonięty życiem codziennym Idol z dzieciństwa zaczął się oddalać. Więc chłopak mimowolnie sam postanowił wypełnić brakującą lukę. Zaczął szukać idoli wśród bohaterów kreskówek lub co gorsza starszych kolegów, którzy już palili lubi pili alkohol. I tutaj czekał pierwszy poważny sprawdzian dla naszego przyszłego pua, czy da się wciągnąć w wir nałogu?

Chyba każdy próbował zakazanego owocu, niektórzy przegrali z nałogiem dla innych był to tylko krótki epizod. Jednak to, co pozostało niezmienne to fakt, iż ojca ciągle nie było. Narastał żal i tęsknota przeradzająca się z czasem w złość a wręcz nienawiść. Gdzie byłeś jak potrzebowałem Twojej pomocy?

W szkole zaczęły się problemy. Niemy krzyk chłopaka, który chce zwrócić na siebie uwagę dorosłych, kolegów a wreszcie niczego niepodejrzewających rodziców! Syn opuszcza się w nauce jest to jego cichy protest, który swoją drogą jest mu na rękę. Nie chce mu się uczyć, tak po prostu. Zaczyna opuszczać zajęcia, ponieważ nie może wytrzymać presji otoczenia. Czepiających się nauczycieli oraz kolegów, którym ciężko jest zaakceptować jego inność. Chłopak staje się dziwnie agresywny. Być może jest to jego forma męskości, której zawsze mu brakowało. Wreszcie mówi sobie STOP. Od dzisiaj nikt już nie będzie się ze mnie śmiał! Odcina się od realnego świata, ucieka w swój własny, który ma być dla niego utopią.

Jednocześnie cały czas odczuwa brak wzoru do naśladowania. Kogoś, na kim mógłby się oprzeć, kogoś, kto zdejmie z niego plecak zwany dorosłym życiem. Kogoś, kto wie lepiej i więcej. Szuka. Wreszcie, gdy udaje mu się znaleźć kogoś takiego, zaczyna go podziwiać. Chce mu ufać, chce być taki jak on, zamiennik własnego ojca. Człowiek sukcesu, który ma pokazać, że można, że się uda. Właśnie wtedy zaczyna się wpadanie w pułapkę zwaną: zakładnik własnych przekonań.

W konsekwencji naśladowania swego idola, młody człowiek przestaje myśleć samodzielnie. Jemu się wydaje, że coś wie, czegoś się nauczył, ale to tylko pozory, ponieważ jest zwykłym odtwarzaczem. Powtarza to, co usłyszał. Myśli autorytetu stały się jego myślami tworząc w głowie nowy świat, świat, który z braku wyboru został zaakceptowany i uznany, jako lepszy, bardziej wartościowy. Świat wyimaginowany.

Wieloletnie doświadczenia a raczej ich brak dają owoc w postaci ciężkiego charakteru. Z jednej strony wspomnienia ze szkoły, każące zemścić się na wszystkich tych, którzy kiedyś go skrzywdzili z drugiej nastawienia “ja wiem lepiej”, ponieważ nigdy jego zdanie nie było brane pod uwagę. Wychodzi taki już prawie dorosły facet do ludzi i… ma wrażenie, że ciągle jest atakowany i musi się bronić, nigdy nie przyznać się do błędu! Złapią Cię za rękę mów, że to nie Twoja! Zero elastyczności, wszystko jest na NIE. Ciężko mu jest zrozumieć, że z ludźmi należy żyć, starać się ich zrozumieć, ba nawet czasami się czegoś od nich nauczyć, a nie walczyć. Zapatrzeni w swojego idola, sami siebie krzywdzą, ponieważ ich idol ma ich głęboko! On ma swoje życie. Jeżeli powiesz mu, że był dla Ciebie wzorem i chcesz być taki jak on, to usłyszysz: żyj własnym życiem. Nie udawaj kogoś, kim nie jesteś… Często bywa tak, że nie znamy naszych idoli i to chyba nawet lepiej, bo mogłoby się zdarzyć tak, że w rzeczywistej konfrontacji cały czar i magia okaże się tylko złudzeniem i znowu nasz bohater został bez autorytetu bo zapomniał budować własny. Dlatego póki jeszcze możesz, przestań być zakładnikiem cudzych przekonani!

 

pozdrawiam

piątek, 30 marzec 2012 20:44

Zapomniałem tytułu

Nerwowy, spięty, wystraszony jaki jeszcze jest facet podchodzący do kobiety? Możemy do tego dodać: agresywny? Natarczywy? Czy wreszcie potrzebujący. Widać, to wszystko widać jak na dłoni. Powód jest jeden. Jest sam. Zasadnicza różnica, między facetem, który spotyka się z kimś a facetem, który szuka kobiety. I niezależnie jakby jeden z drugim się starał-maskował, to wszystko wyjdzie. Luz. Tego brakuje przy podchodzeniu do kobiet. To takie proste, jeżeli mamy świadomość, że będziemy mieli, do kogo wrócić, że to tylko zwykła rozmowa, po której niczego nie oczekujesz będzie łatwiej. Chyba trzeba dojrzeć do tak zwanego lajtowego uwodzenia kobiet bez spinania się, bez oczekiwania rezultatu. Ilu facetów może sobie pozwolić na przesiedzenie na kanapie połowy imprezy? No przecież już po 12:00 a Ty jeszcze nikogo nie poznałeś. Do ataku. I to nie ma nic wspólnego z wymówkami. A Ty siedzisz. Bo wiesz, że i tak dzisiaj kogoś poznasz. Dzieje się tak kiedyś ilość zamieniasz na jakość.

Poznawałem, różne kobiety, ładne, brzydkie, grube, chude, głupie lub mądre masz swoje kryteria, więc nazwij je jak chcesz. Może nie były to tylko i wyłącznie piękności, ale od każdej z nich czegoś się uczyłem, nie miałem super wygórowanych wymagań, chciałem tylko, żeby ta kobieta mi się podobała, pociągała mnie, żebym mógł z nią pogadać-to wszystko. Fajnie jest być z kimś takim.

Z czasem nie myślisz, co jej powiedzieć, strach? Strach jest ciągle. Podniecenie, kolejne wyzwanie, zagadam czy spękam? Zresztą znasz to doskonale. Smak zwycięstwa i smak porażki. Pamiętasz do ilu kobiet podszedłeś? Niestety ogromna część z tych numerów dzisiaj jest bezużyteczna. Z perspektywy czasu te cyferki nic nie znaczą. Wyklarowałeś własny styl, być może jeszcze kulejący w kilku kwestiach, być może jeszcze chcesz negować  na starcie obcą kobietę. Ale jednak to jesteś Ty. Tylko a może i aż została Ci jedyna broń Twoja pewność siebie, aparycja, poczucie humoru. Uczyłeś się rutyn? Ile z nich stosujesz do dzisiaj? Ba! ile z nich pamiętasz? :D

Yyy Podobno 97% kobiet śpiewa pod prysznicem…

To było jakoś tak, co nie? :)

Fajne są fora, fajne są ebooki, super ogląda się filmiki z podejść. Jednak kurde pamiętaj o zabawie i przyjemności. Nie na ilość! JAKOŚĆ!!! Co mi po tym, że będę miał 10 numerów. Lepiej poznać jedną fajną kobietę, która odbierze, odpisze, będzie chciała się spotkać. Radość –tego mi brak. Czerp garściami z uwodzenia kobiet, korzystaj – nie wykorzystuj i nie daj wykorzystać siebie. Nie ganiaj, nie biegaj, poznawaj kobiety. Uwodzenie to nie jest sport. Chociaż fakt, trening czyni mistrza. Bądź mistrzem dla tej jednej konkretnej kobiety, a nie mistrzuniem dla wszystkich. Fajny jesteś chłopak, ale popatrz chodzisz do szkoły, na studia, do pracy, masz tam sporo koleżanek. Może tam byś spróbował? Chce Ci się wychodzić „na miasto” na pastwisko? :D Uwodzenie jest tam gdzie jesteś TY: Idziesz do sklepu, na uczelnie, do baru. Oczywiście bardzo fajne uczucie zdobyć numer, zatrzymać kobietę na chodniku, pokazać, ze masz jaja. Ale sam wiesz jak potem kończą się takie znajomości. Najczęściej nic z tego nie wychodzi, bo za szybko domykasz, a w ogóle się nie znacie. Nie chcesz poznać tej kobiety, chcesz napisać raport. Facet, który ma kobiety nie lata za nimi po ulicach i klubach. Po chodniku idzie, w sklepie robi zakupy, w klubie się bawi. A EWENTUALNIE przy okazji kogoś pozna.

Potem dziwisz się -jesteś rozczarowany, że pewien trener X nie ma kobiety, nie ma nawet przyjaciół, z którymi może wyjść na piwo lub, że jego kobieta nie wpasowuje się w Twoje gusta, mimo, iż kiedyś był Twoim guru. Możesz mieć pretensje tylko do siebie, że uległeś sile marketingu :) . Jestem Twoim guru? Nie? Ufff jak dobrze, wiesz mnie raz zostawiła dziewczyna… ups. Chociaż nie wiem jak to było do końca :D Dobra nie tłumacz się hehe

Dobra. Żeby, chociaż na koniec było merytorycznie, to zapodam Ci jakiegoś gotowca. Tekst jest dosyć mocny, pochodzi z mojej głowy, był realnie użyty w klubie. Jesteś gotowy? To jest 3 poziom intensywnego uwodzenia, mającego na celu zakotwiczenie kobiecie tego, że jesteś zajebisty, wykonuj go w fazie poznawczej między kinem a 3 sekundowym domykiem.

Ostatnio poszliśmy z kumplami do biedrony, tak wiesz przed imprezką, pamiętaj, że PUA nie piją. Wziąłem 6 piw. Na kasie siedziała ruda fajna dziewczyna HB9,333, no ale lipa zagadać przy ludziach, to tylko życzyłem jej miłego dnia. Kilka godzin i piw później… siedziałem w klubie. Na parkiecie były tylko 4 kobiety, po godzinie podszedłem do jednej na parkiecie, miała rude włosy:

Ty czasem nie pracujesz w biedronce na kasie? :D

Dalej możesz się domyślać… tańczyła nawet fajnie. No, ale nie domykałem. :) TYLKO się bawiłem :) .

Aaaa i to nie była ta ruda z biedronki :D mimo to jak widać kolejny raz otwieracz to gówno… liczy się to jak się zaprezentujesz i w jakim kontekście się znajdziesz. Ja naprawdę byłem przekonany, że to ta sama kobieta :)

pozdrawiam

niedziela, 18 marzec 2012 09:46

Przestań się użalać!

Czasami tego nie rozumiem, serio. Czytając tematy na forach o uwo, mam wrażenie, że te wszystkie kobiety mają rację odchodząc. I wybacz, ale nie jest mi przykro i nie współczuję takiemu facetowi, który tak pięknie wmawia sobie, że jego kochanie spotyka się z „kolegą” tylko na piwie. Przecież, to nic złego. Fuck. Jak to nic złego? Pytam siebie i czekam na odpowiedź… Schemat jest podobny. Kobieta poczuła, że należy jej się lepszy, nigdy tak naprawdę nie była w 100% przekonana, że ten związek jest ok. Kurwa już po samej rozmowie przesłanej w poście przez „poszkodowanego” widać, dlaczego to nie miało prawa bytu i nie chodzi nawet o treść tej rozmowy a o coś, czego pewnie nikt nie zauważył, bo wbrew pozorom to nic. W sumie tak jest, ale ja zwracam uwagę na wszystko :) chodzi o sam fakt jak on ją ma zapisaną na gg tak, tak, taka pierdoła też może dać obraz związku, on miał Kasia :*, ona miała: lukasz. Wnioski dla Ciebie.

I tak wmawia sobie ten facet, że przecież wysyła mu smsa, gdzie jest i co robi… dzisiaj nie mogła, bo była u mamy. Już po OFICJALNYM zakończeniu związku czy jego namiastki, w skrócie, gdy on 15 razy jej pytał czy to na pewno koniec? I gdy ona powtarzała tak tak tak, on jeszcze miał nadzieję dopiero koleżanka powiedziała, że ich widziała i nie wyglądali tylko jak znajomi, dopiero wtedy przyznał sam przed sobą, ok. to koniec. I kurwa nawet na końcu nie decydował, nawet teraz, ona zrobiła to za niego… został postawiony przed faktem dokonanym, co ma teraz powiedzieć, nic.

Czas na fazę wmawiania sobie: jest fajnie, wreszcie jestem wolny jest! Same kurwa pozytywy! Dobrze, że mnie zostawiła… niech sobie do niego idzie. Ale tak naprawdę to jest Ci przykro, czujesz pustkę i smutek. Straciłeś część swojego świata i kurwa, chociaż przyznaj się do tego, będzie Ci łatwiej. Bo zjebałeś stary… Straciłeś ostatnią szanse, aby to jeszcze naprawić w jakiś sposób. Chociaż uważam, że kobieta taką decyzję oznajmia, gdy jest już przekonana, na 100% że nic z tego nie będzie. Kręci z prostego powodu, bo jednak trochę jej głupio, że to przez nią związek się rozpada. Ale kiedy już ci o tym powie, to uwierz mi, odczuje ulgę. Jedyną reakcją właściwą to brak reakcji… zaufaj mi proszę już tyle razy dałeś dupy i rozmawiałeś, prosiłeś, obiecywałeś błagałeś.

JEDYNA TECHNIKA, jaką Ci polecam w momencie, kiedy kobieta zaczyna pierdolić głupoty typu, czuję, że to nie to… muszę to przemyśleć… jest olanie. Pisze ok. to daj znać jak przemyślisz. I chuj koniec znajomości. Wiem, że to trudne, ale i tak nie masz nic do stracenia ona już trzyma dłoń na klamce drzwi z napisem: INNY FACET. Teraz musi przeżyć szok. Zaskoczenie, że masz ją gdzieś, urywasz kontakt do 0. Żadnych sms nic, żadnych rozmów z koleżankami. To też jest śmieszne -ratowanie związku przez jej koleżanki. Żenada.

Żenujące jest też proszenie żeby została. Myślisz, że ją to ruszy, przekona? Chcesz żeby byłą z Tobą z litości? Złap się za jaja i otwórz jej drzwi z napisem inny, popychają ją tam… powiedz, że może to i lepiej. I zerwij całkowicie kontakt. Może jest to szalone, może jest to wręcz brutalne, ale to jedyna droga, do tego, żeby ona się tak naprawdę zastanowiła. A będzie się zastanawiać, jeśli pokażesz jej, że Cię straciła. Jakie kurwa zostańmy przyjaciółmi? Wypierdalaj. Co on będzie Cię ruchał a ja będę słuchał, podwoził i wmawiał sobie, że do mnie wrócisz? NIE.  KONIEC to KONIEC. Nie chodzi o to, żeby ją wyzywać od szmat, poniżać, nie! To jest słabe. Właśnie Twój spokój i klasa to Twoja broń.

I wybacz mi moje przekleństwa, ale jak czytam tematy tych płaczków, to nie dziwie się tej kobiecie. Takie jest życie. Witamy w Realu… witamy w świecie związków, zdrad i miłości. Fajny wpis nie? Został napisany przez życie…

wtorek, 13 marzec 2012 17:42

Uwodzenie kobiet a moje JA

JA szlifowane często latami tylko po to, żeby stać się dobrym uwodzicielem, inaczej, żeby poznać wreszcie fajną kobietę.

W teorii polega to na tym, aby podejść do kobiety, która Ci się podoba i zaproponować jej zapoznanie się. To jest pierwsza bariera, z którą potencjalni uwodziciele mają problem. Jak to zrobić, żeby się odważyć, żeby nie wyjść na głupka, żeby nikt nie widział ewentualnej porażki.
W praktyce uwodziciele podejdą do kogoś raz na jakiś czas, porozmawiają, czasami będzie coś więcej… uwodzicielem często jest osoba, która zarejestrowała swoją domenę. Prawdziwi podrywacze robią swoje.

Dla mnie bardziej liczy się to, jakim jesteś mężczyzną, niż to z iloma kobietami spałeś.

Bawiąc się w uwodzenie, ganiamy za różnymi kobietami, podświadomie gdzieś kształtując w sobie mechanizm gonienia króliczka. Mamy gdzieś, co ta kobieta ma w głowie, jakie wartości sobą reprezentuje, byle ją poderwać. Kolejna z wielu… kolejny raport, kolejna satysfakcja.
To nie przypadek, że ktoś jest sam. W tej całej gonitwie zapominamy o swoich wadach, wypieramy je z siebie, zastępując je sztucznie napompowaną bańką pod tytułem: pewność siebie, zajebistość, stanowczość, seksualność… Mimo wszystko ciągle jesteś sam… mimo podejść… mimo seksu…

Pierwszym krokiem do rozwoju jest znalezienie w sobie wad, zaakceptowanie ich a następnie praca nad sobą. Oczywiście mogę klepać cie po plecach i mówić świetnie podszedłeś, ale skoro nic z tego nie masz, to, po co? Możesz się obrazić, tupać nogami, najlepiej gdybyś pokazał mi, że się myliłem, że inni powiedzieli… Jednak częściej spotykam się z tym, że ktoś wraca do mnie po jakimś czasie i przytakuje… być może potrzeba trochę czasu, potrzeba tych kilku podejść, żebyś zrozumiał, to, o czym pisałem pół roku temu… ciche przemilczenie tematu też oznacza jedno. Dlatego przede wszystkim rozwijasz się dla siebie. Nie robisz nikomu na złość… jedynie sobie…
Czy rzeczywiście jest tak mało kobiet?

Zastanawia mnie to… dlaczego trzeba szukać ich wszędzie tylko nie tam gdzie one są. Szkoła, praca, znajomi, gdzie lepiej nawiązywać znajomości niż tam? Masz wszystko, czego Ci potrzeba, przyzwolenie społeczne, komfort, wybór, czas żeby się zaprezentować… wszystko zależy od tego jak to rozegrasz… No chyba, że przedstawiłeś się w sposób, który zadziałał na Twoją niekorzyść, wtedy trzeba szukać gdzie indziej…

Mężczyzna, który nie ma poszanowanie wśród swoich znajomych kobiet, nie będzie miał go również wśród tak zwanych nowo poznanych nieznajomych. On zawsze będzie facetem, ona zawsze będzie kobietą, niezależnie gdzie jesteście i co robicie.
Naprawdę łatwo poznać, co jest przyczyna niepowodzeń tego konkretnego mężczyzny.
Ten wygląda jak typowy chłop oderwany od pługa, tamten blady jak ściana, inny chudy jak trup. Kobiety nie są zainteresowane…
Jeden z drugim udają pewniaków, pod płaszczykiem nieśmiałości. Tamten nie potrafi się ubrać. Inny wygląda jakby pożyczał kosmetyki od siostry.

Pytam się gdzie jest ten pierwiastek męskości? Czy to wszystko przez sztucznie modyfikowaną żywność, WTF?
Nie chodzi o to, żebym kogoś obraził, ale serio kobietom nie można się dziwić. Jeżeli ona ma do wyboru kogoś lepszego to zwyczajnie go wybierze. Ale to nie znaczy, że masz robić coś pod nią. Ile razy słyszałem: dowiedziałem się, że ona lubi słuchać X i kupiłem ich płytę, podobno lubi dopakowanych musze koniecznie się dopakować… NIE NIE NIE, to nie o to chodzi. Ona kopnie Cię w dupę, ponieważ robisz kolejną rzecz pod nią. To bardzo irytuje kobiety, facet, który nie ma własnego zdania i życia. Facet, który nie potrafi krzyknąć postawić się, powiedzieć NIE, postawić na swoim, zadecydować, po prostu nie jest 100% facetem. Robisz wszystko, co ona powie, a potem i tak jest na Ciebie… chciałeś dobrze a wyszło jak zawsze… kobiety często tylko mają przeświadczenie, że wiedzą lepiej i chcą decydować, a tak naprawdę w połowie dopada ich zwątpienie i werbalnie bądź nie, chcą poznać Twoją opnie. Jeżeli będziesz stanowczy to ona podąży za Tobą zaufaj mi, mój drogi przyjacielu. Ulegnie, postawisz na swoim. Jednocześnie pamiętaj, że sam musisz mieć jakiś plan. Sprzeciwianie się kobiecie tylko dla samej zasady też jest słabe. Macie gdzieś iść ona chce tam -Ty gdzie indziej… i w końcu stajecie w połowie drogi i nie wiadomo, co robić… nie nie nie… to nie jest atrakcyjne… bardzo częste zjawisko; kobieta sobie coś wymyśla potem realizacja tego spoczywa na Tobie, nawet, jeżeli nie byłeś za… zaczynacie się kłócić, ona zarzuca Ci brak zdecydowania. I ma do tego prawo, tak samo jak Ty, aby się sprzeciwić, jeżeli nie masz na coś ochoty… zabieraj jaja ze sobą, nie zostawiaj ich w domu. I tak! jest mi łatwo pisać. Bo, po prostu chcesz ruchać, to musisz mieć jaja.
Masz wybór albo być z kobietą i czuć się facetem. Albo być dodatkiem…

pozdrawiam

środa, 07 marzec 2012 17:53

8 marca -dzień kobiet

Jestem sam

Słodko. Pierwsza myśl. Wzrost sprzedaży kwiatów ciętych, wypełnione po brzegi lokale i moc smsowych buziaków. Naprawdę słodko się na to patrzy. Sprzedawcy, restauratorzy zacierają ręce, kolejny raz zarobią, kosztem sentymentalnych facetów, chcących mieć pewny seks tego dnia. Cóż za spontaniczność. Akcja podaruj kobiecie kwiatek, w zamian za seks. Ups, to było złośliwe wybacz, może i trochę przemawia przeze mnie zazdrość. Przynajmniej nie mam tego problemu na głowie jak kolejny raz zaskoczyć swoją kobietę, przecież jeszcze niedawno obchodziliśmy 14 luty walentynki, jeszcze bardziej „sztucznie pompowany” dzień. Mam wrażenie, jakby nagle tego dnia cały świat krzyczał: Ej, Ty! Tak TY! Dzisiaj tj., 14.02 musisz pokazać swojej kobiecie, że ci zależy… kup kwiaty! Kup słodkie serduszko! Zaproś do kina na romantyczny film, byle nie polski!  Hej zaproś na pyszną sałatkę przy świecach… mmm. Pokaż, jakim jesteś czułym facetem. Przysięgam, że jeżeli tylko, kiedyś będę miał kobietę, to z przekory będę kupował jej kwiaty dzień przed tymi „świętami” niech ma pierwsza!

Jestem sama

Kolejne głupie święto dla zakochanych, nie rozumiem tego jakby nie można okazywać sobie uczucia, na co dzień. Osobiście nie obchodzę tego typu dni, nie jestem sentymentalna, jej jakby dziwne było dla mnie dostać kwiatka. Żeby, chociaż jeszcze sam go wybrał, ale nie… pewnie wejdzie do kwiaciarni zrobi głupią minę i powie: niech pani mi coś doradzi…. Eh faceci. Da mi potem tego kwiatka i będę musiała go taszczyć cały wieczór jak wrócę do domu to akurat będę mogła go wyrzucić. Po co mi to… jeszcze te ceregiele z kolacją i tak wiadomo, o co mu chodzi… zaprosi do tej samej knajpy już 14 raz zamówimy to samo, pogadamy i wyjdziemy kierując się do niego lub do mnie, aby teraz wreszcie spalić to, co zjedliśmy. Jakby nie można było zacząć tego dnia od seksu. Na szczęście to nie mój problem, pójdę sobie ze swoimi dziewczynkami do klubu, wyżyć się… tzn. poznać być może kilku fajnych facetów. Zresztą idę się tylko pobawić… chociaż… fajnie by było wyjść na jakąś randkę.

Mam kobietę

Będzie fajnie, już nie mogę się doczekać. Zaplanowałem naprawdę miły wieczór, kwiaty już kupione, stolik w naszej ulubionej knajpie zarezerwowany, potem wracamy do niej. :D Nie jestem jakimś szczególnym zwolennikiem obchodzenia tego typu dni, no ale po prostu jest to kolejny dzień, w którym można miło spędzić czas z ukochaną osobą. Najgorszy jest wybór prezentu, nigdy nie wiem, co kupić, żeby było oryginalnie. Kwiaty powinny wystarczyć, w końcu liczy się miłość…?!? Uczucie, że masz kogoś, z kim można spędzić ten dzień jest przyjemne. Nie chciałbym tego dnia zamulać samotnie przed komputerem, oglądając porno. No, ale cóż wszystkiego trzeba spróbować :) .  Można się przemęczyć jeden dzień, potem wszystko wróci do normy. Nie lubię tego ciśnienia związanego ze świętem kobiet, mam nadzieję, że moja kobieta wie o tym, iż każdy dzień w roku jest wyjątkowy, wystarczy, że przy mnie jest :*

Mam faceta

Śmieszne, ale rano zupełnie zapomniałam, o dniu kobiet, sms od niego przypomniał o Moim święcie! Wreszcie będziemy mogli miło spędzić razem trochę czasu, w tygodniu jesteśmy zajęci tyloma sprawami. Już nie mogę się doczekać, jestem ciekawa, co tym razem przygotował dla mnie mój miso. Tzn. domyślam się, ale, jak co roku udam zaskoczenie, w końcu tak bardzo się stara i naprawdę jest miło dostać kwiaty w tym dniu… nigdy mu tego nie mówiłam, wręcz czasami powtarzałam, że szkoda pieniędzy na kwiaty i to był mój błąd :) . Lubię je dostawać, sama nie wiem, dlaczego tak powiedziałam… Od rana myślę, w co się ubrać, żeby wyglądać wyjątkowo tego wieczoru.  Mała czarna jak zwykle uniwersalna na każdą okoliczność. W końcu to moje święto! Jestem kobietą! :)

niedziela, 04 marzec 2012 14:19

Uwodzenie kobiet a… uwodziciele

Witaj!!!

Dzisiaj kolejny wpis z cyklu uwodzenie kobiet a…

Jako wieczny obserwator, pozwoliłem sobie na osobowościową mimowolną inwigilację osób zajmujących się ”uwodzeniem” w PL. Szczerze, to nie jest żaden atak… to po prosto subiektywna obserwacja, nie musisz się z tym zgadzać i nie chodzi o to, że mózg nie uznaje zaprzeczeń. Każdy, kto wkroczył w świat uwodzenia jest trochę skrzywdzony. Coś kiedyś musiało się stać, że wpisał w Google: uwodzenie kobiet. Coś musiało nim kierować, że otworzył tego pierwszego ebooka. Dlatego, kiedyś ja również musiałem jakoś „tutaj” trafić. Widocznie wtedy uważałem, że czegoś mi potrzeba. Nie wypieram się tego, że czytałem, słuchałem, oglądałem, wtedy jeszcze większość zagranicznych materiałów. Zresztą chyba taka była droga większości… Co ciekawe, dzisiaj obserwując mężczyzn nawet tych „najlepszych” niech już będzie PUA widać to. Nawiasem mówiąc cieszę się, że są osoby na forum, które nie wiedzą, co oznaczają te trzy litery. Trzy litery, które miały uratować kogoś… kogoś, kto dzisiaj pomaga innym. Mimo to widzę, że nie da się zupełnie wymazać przeszłości. Jednak przeszłość odbija się zbyt wielkim piętnem, żeby w nawet kilka lat stać się innym człowiekiem. Owszem można przytyć, można schudnąć, dojrzeć, rozwinąć się, ale ciągle widzę gdzieś to odbicie przeszłości…

Widać to w oczach. Niepewność, ból, złe doświadczenia z kobietami, nawet, jeżeli dzisiaj to wszystko jest przykryte wielkim płaszczem być może juz realnej pewności siebie, to od czasu do czasu widać jak przebija się na zewnątrz ten chłopak, który bał się kobiet. Przekazywanie swojej wiedzy innym ludziom jest wielką odpowiedzialnością. Często widzimy odbicie samego siebie w tych mężczyznach, możemy im pomóc tak jak kiedyś pomogliśmy teoretycznie sobie, tylko, co jeżeli w nas nadal tkwi ten pierwiastek starego nieśmiałego ja. Skoro ja mam być wzorem do naśladowania dla kogoś, to, kto będzie tym wzorem dla mnie? Czy już osiągnąłem sam taki poziom, że już nie potrzebuje nikogo? Z drugiej strony jak ktoś, kto prezentuje sobą właśnie takiego przyszywanego alfę ma być dla mnie autorytetem? A młode umysły ciągle chłoną… nie byłem grubasem, który schudł… nie byłem kujonem, który postanowił się zmienić, daleko było mi również do aspołecznego dziwaka, który teraz „udowodni” światu jak się mylił. Ciągle myślimy stereotypami, przecież wiadome jest, że wystarczy pokazać się z atrakcyjną kobietą, żeby zrobić wrażenie na innych. Chuj z tym, że nie masz nic do powiedzenia, ale przynajmniej możesz chodzić przy jej boku. Sam podnoszę nonszalancko brew, kiedy widzę zdobycze uwodzicieli, zadając sobie pytania: on kurwa musiał się uczyć 2 lata „PUA”, napisać 50595858 postów żeby poznać tak „atrakcyjną inaczej” kobietę? No to stary straciłeś 2 lata swojego życia… Wiem, wiem nie szata…

Gdzieś tam głęboko kibicuję facetom, którzy mają wyjebane na zdanie innych i spotykają się z różnymi kobietami, widać po nich, że naprawdę są szczęśliwi. Jednak potem okazuje się, że widocznie nie byli zupełnie szczęśliwi z daną kobietą.

Zmieniłeś siebie przy okazji zmieniając kobietę…

Chęć pokazania jak zmienił się człowiek może przynieść odwrotne skutki. Uwodzenie nie zrobi z Ciebie mężczyzny, jeżeli życie Cię tego nie nauczy. Jeżeli nie miałeś wzorca w dzieciństwie, jeżeli nie masz jaj… nauka uwodzenia jest trochę przyszywaniem jaj na siłę. I niby trzeba mieć te przysłowiowe jaja, fakt, ale trzeba też zostawić furtkę na bycie misiem… do którego kobieta może się przytulić i poczuć ciepło płynące niekoniecznie z penisa. Mocne słowa zostaw sobie dla wrogów, w ustach niepewnego mężczyzny ciągle będą tylko słowami…  Chyba nie można nauczyć uwodzenia… można pokazać, że się da! Można zmotywować! Wyznaczyć kierunek rozwoju lub wspólnie go określić, ale czy można nauczyć uwodzenia?! Co jeżeli, ktoś myśli stereotypami? Co jeżeli Mystery :) spotyka się z kobietą, która mi się nie podoba? Co jeżeli David X jest dla mnie otyłym facetem… co jeżeli BadBoy ubiera się dla mnie bez gustu… czy to oznacza, że jestem od nich lepszy? …nie. Szacunek dla każdego, który kiedyś -komuś pomógł. Jednak może warto przestać już porównywać się z innymi, co? :) Może czas żebyś wyznaczył własne standardy i nie oglądał się na sukcesy bądź porażki innych? Być może oni są szczęśliwi, teraz czas na Ciebie! Każdy ma własną przeszłość, do której wraca lub pragnie uciec jak najdalej. Liczy się to, jaki jesteś teraz. Jednak pamiętaj, jaki byłeś kiedyś, pozwoli to czasem stanąć na ziemi, mocno. Wtedy patrzymy na świat oczami faceta, który naprawdę chce się zmienić, dopiero wtedy możemy mu pomóc. Dopiero, kiedy będziemy szczęśliwi możemy rozsądnie dzielić się metodami dążenia do szczęścia.

sobota, 07 styczeń 2012 12:39

Wszyscy jesteśmy naiwni

Niesiony niemym dopingiem tych czasami nawet kilkuset osób, które mają jeszcze siły wejść na blog Magnusa, odzywam się znowu… wybacz mi moją częstotliwość. Między nami, jeżeli chcesz żeby coś straciło na wartości, to najlepszą metodą jest przesyt. Mam świadomość, że wszystko może się znudzić. Stąd pewnie ktoś kiedyś wydumał: co za dużo, to niezdrowo. Tym bardziej doceniam, że jeszcze tutaj zaglądasz. Brawo dla Ciebie, za to, że jeszcze Ci się chce! Chyba…

Zaczyna się niewinnie. Na początku grzecznie, bo mama prosi: Wojtuś nie ruszaj dziewczynki, bo to nieładnie… cicho! Dorośli rozmawiają. Nie ruszaj tego, bo przyjdzie Pani i Cie zabierze… tak, najważniejsze to mieć kumatych starych. Uuu wybacz mi te kolokwializmy, jeszcze tylko upewnię się znaczenia słowa:

Kolokwializm – wyraz, wyrażenie lub forma składni – stosowane wyłącznie w języku potocznym, zasadniczo tylko w mowie, w życiu codziennym, a jednocześnie w sytuacji, gdy nie ma wymogu dbałości o czystość literacką. Nagminne stosowanie kolokwializmów odbierane jest czasem, jako niedbałe…

Dokładnie tak. Niestety dzisiaj mam wenę. Pierwszy plus jest taki, że nawet, jeżeli nic nie wyniesiesz z tego wpisu, to zapamiętasz znaczenie słowa kolokwializm. Drugiego nie ma.

Wracając do troskliwych rodziców –oni sami, są naiwni. Przekazują dziecku wszystko, co wiedzą… wszystko, co najlepsze, ale również wszystko, co najgorsze. Przechodzą mnie ciarki po plecach, gdy pomyślę, że moje dziecko kiedyś będzie mnie naśladować. Taaak tatuś jest moim idolem, chce być taki jak on! Fuck… ups sorry synu Ty nie przeklinaj, nie pal… nie imprezuj… nie zdradzaj… a zresztą… Twoje życie. Między nami to chciałbym być spoko ojcem. Takim, wiesz kumplem, wtedy (chyba) na pewno pozwalałbym mu, krzyczeć, dotykać, śmiać się, wybierać, smakować, próbować i uczyć.

Niestety większość ograniczeń, które dzisiaj posiadamy odziedziczyliśmy w prezencie, od rodziców, kumpli, systemu edukacji i cudownego życia codziennego. Możesz się śmiać, mnie też to bawiło do czasu… może miałeś to szczęście i od zawsze miałeś wszystko w tylnej części ciała. Może nie znasz tego uczucia, kiedy wychodzisz na środek klasy, a wszystkie oczy są właśnie skierowane na Ciebie. Co to kurwa mini playback show? Chociaż w takim momencie bym nie zaśpiewał… wolałem powiedzieć, że nic nie wiem i dostać 1 „na szybko” odejść do ławki i usłyszeć za plecami: Kowalski do tablicy, może Ty coś powiesz! To naprawdę śmieszne, kiedy po kilkunastu latach dopada Cie podobne uczucie, kiedy to właśnie odpuściłeś sobie podejścia do zajebistej kobiety. Fuck [2] uczucie ulgi, ale i wstydu przed samym sobą. Zabawne…

Bo czym jest dzisiaj ta przysłowiowa pała, z perspektywy młodego człowieka wchodzącego w „prawdzie życie”? eeee niczym? To, po jakiego… to, dlaczego młody człowiek nie mógł spać po nocach, bo dostał uwagę? Krótki wpis od niedoruchanej Pani profesor, która de facto często z profesurą nie miała nic wspólnego, która twierdziła, że zachowałeś się ŹLE!!!!! Ponieważ miałeś swoje zdanie i wszedłeś w polemikę z DOROSŁYM!!! Fuck [3] Znowu dostałeś pałę, ponieważ nie nauczyłeś się wzoru na obliczenie wysokości trójkąta prostokątnego… gdybym wiedział jak bardzo przyda mi się ta wiedza, to serio Pani prof… przyłożyłbym się do tego… jednak dzisiaj z perspektywy czasu, Pani wybaczy, ale jakby to ładnie powiedzieć: nie skorzystałem, ale dziękuje za stres. Może Ty też powinieneś podziękować? Dzięki wielkie, dzięki, że jadę jebanym busem, gorąco jak w dupie i nikt nie otwiera okna, kurwa 10 osób bało się iść do tablicy!  nikt nie rusza dupy. Siedzi starsza babcia, nie wypada… może ten pan w czarnym coś powie… może ta gruba baba z trzema podbródkami krzywo się spojrzy. Tak, lepiej siedzieć cicho, tak jak X lat temu w klasie…. Lepiej się nie wychylać, męcz się człowieku i nie otwieraj tego okna. Śmiejesz się? Ja dzisiaj też. Bo po prostu wstaję i otwieram okno. fucking yeah wygrałem z oknem jestem super!!! Gdyby tylko moja pani od matmy to widziała. Wygrałem ze światem. Ironia, tak -co więcej zostało…

Myślisz, że jesteś mądrzejszy, a Magnus sobie wymyśla.

Skoro jakoś wyzwoliłeś się z myślenia: dziewczynek nie można ciągnąć za warkocz… siedź cicho i się nie odzywaj, skoro dzisiaj otwierasz swobodnie okno w śmierdzącym busie, to wiedz, że jest ok. Jednak wciąż jesteśmy naiwni…

Kobiety, mój ulubiony temat, serio ja po prostu lubię kobiety. Stąd te wszystkie wpisy, analizy, wnioski, rozterki, dylematy. Przynajmniej dwa razy w swoim życiu słyszałem od kobiet: faceci to są dopiero naiwni. I o ile pierwsza autorka tego zdania, nie zmotywowała mnie do myślenia a jedynie wywołała obojętne: Nooooooooooo
O tyle druga -już tak. Zwłaszcza, że była mi bliższa, jeżeli wiesz, co mam na myśli. A myśli było sporo. Czyżby to pierwsza oznaka, ciszy przed burzą czy może suchy fakt, wynikający z jej wcześniejszych doświadczeń z facetami. Wielkie dzięki Panowie!!! Kolejny raz w spadku po was dostałem kobietę, która wie jak „traktować” facetów… kurwa znowu zaczynam orkę u podstaw. Kobieto musisz zrozumieć, że jak wyjdziesz, to nie pobiegnę za Tobą! fucking yeah!

Odegra się już wkrótce…
I to nawet nie wiesz jak szybko. Jesteś taki naiwny. Szkoda Ci kobiet, ponieważ nie chcesz ich ranić. Może gdybyś usłyszał parę historii o byłych (frajerach), z których kobiety się śmiały, to Twoja skóra stałaby się grubsza. Frajerach, czyli o Tobie, o nim, pewnie o mnie też, ale będąc z kobietą jesteś dla niej „inny” od tamtego… nie rań jej… ona mogła olać tamtego typa bez mrugnięcia oka, ale Ty ją szanuj. Jesteś tym złym, jeżeli zrobisz coś nie tak. Ona mogła. Kolejny raz dajemy owinąć się wokół jej zgrabnej figury, naiwnie myśląc, że jesteśmy samcami stada. Fakt, może Ty jesteś głową… dalej znasz…

Wiem, że pragniesz poznać wreszcie sens całego tekstu, ponieważ te wpisy mają to do siebie, że otwierają wiele drzwi do korytarzy twego mózgu (wow!) ale to ty sam musisz wiedzieć gdzie chcesz wejść… lub w kogo.
I tak będzie tym razem. Pozostawiam nie… smak? dosyt? Cokolwiek.

Pamiętaj tylko o tym, że naiwność często nie popłaca. Jej cena jest dosyć wysoka, bo często walutą są uczucia, nierzadko tylko Twoje. Idąc za klasykiem nie daj zrobić się w Ch*j.
Bądź trochę bardziej czujny następnym razem, kiedy zadzwoni jej telefon, a ona wyjdzie, przyjdzie sms, a ona go nie odczyta, jej zachowanie nagle się zmieni. Nie chodzi oczywiście żebyś wpadał w jakąś frustrującą inwigilację, ale o to, żebyś widział, a nie tylko patrzył. Szczerość oczywiście jest ważna, i nie wyobrażam sobie bez niej związku, jednak czasami Twoje luźne podejście, może wręcz sprowokować kobietę, która automatycznie będzie sprawdzała poziom Twojego „luzu”. Znanie swojej wartości, nie zwalnia Ciebie od dania sobie prawa do prawdy, która często jest trochę inna od tej „żyjącej” w Twojej głowie.
Asertywność w związku, ale i ogólnie w relacjach międzyludzkich jest bardzo ważna.
NIE, nie możesz wyjść tak ubrana. Nie lubię tego… nie podoba mi się…
TAK -masz takie samo prawo powiedzieć NIE.
Wbrew pozorom to, co napisałem na początku, ładnie łączy się z epilogiem. Dystans jest potrzebny, jak najbardziej. Tylko, żebyś nie wspomniał tego wpisu siedząc już niech będzie w tym zatłoczonym busie ze szczelnie pozamykanymi oknami ze swoją kobietą lub idąc do sklepu ze swoją kobietą w celu reklamacji „czegoś”, lub chociażby wypowiadając swoje zdanie w gronie jej znajomych. To wszystko ma sens…

Podsumowująca metafora:
Jeżeli jedziesz busem -jest Ci gorąco, a wszystkie okna są zamknięte, to wstań i je otwórz. Nie bądź naiwny i nie czekaj, aż ktoś zrobi to za Ciebie. :)

Czym będzie podejście do kobiety z perspektywy starszego dziadka oglądającego się za pięknymi kobietami? Dziadka, który kiedyś bał się podejść… :)

pozdrawiam

wtorek, 03 styczeń 2012 16:42

Uwodzenie kobiet a…

życie.

Podrywałem w barach i klubach… zaczepiałem kobiety na ulicy, na uczelniach, w tramwajach, pociągach, samolotach… Miejsce nie miało znaczenia. Podstawowym mianownikiem, które łączyło moją osobę z tymi miejscami -były kobiety. Nie mogę słuchać już tych wszystkich wymówek. Bo, się nie spojrzała, bo padało albo ktoś się gapił. Pewnie, dlatego ciągle jesteś sam… tzn. masz swoje wierne wymówki.

Nie można spłycać uwodzenia do podejścia, powiedzenia „cześć” i konsumpcji, co, jak co ale jak dla mnie wątpliwej. Możesz dalej słuchać tych mądrych Panów. Ale przeczytałeś już tyle materiałów, obejrzałeś już tyle video, przesłuchałeś tyle nagrań, wydałeś tyle pieniędzy i gdzie masz te kobiety? Czy kupiłeś sobie pewność siebie?

Czy naprawdę uważasz, że poznałeś kogoś, ponieważ zapoznałeś się z materiałem X?

To, co jest dobre dla mnie, nie musi działać u Ciebie. Jesteś przecież innym człowiekiem. Osobą jednostką chodzącą i myślącą (oby!) niezależnie. Wychowywałeś się w innych warunkach. Chodziłeś do innej szkoły, miałeś innych znajomych, inne koleżanki… fakt kobiety w większości przypadków mają podobną strukturę, jednak to nie zwalnia Cię z bycia kreatywnym, ponieważ do każdej kobiety trzeba podejść na swój sposób, uwzględniając jej niezależność.

Nie mam uniwersalnej metody na podryw. Ba! śmiem twierdzić, że w ogólnie nie mam metody na podryw. Niestety nie zdradzę Ci suuuper sekretu jak w 60 sekund poderwać cudownie piękną kobietę. Taaa. Jedyne, co jest uniwersalne i działa na kobiety zawsze i wszędzie, to pewność siebie. Przekonanie o swojej wartości i mocy. I to nie chodzi o stereotypowe pojęcie: pewności siebie, która ma polegać na puszeniu się jak paw, wśród słabszych mężczyzn. To jest raczej oznaka słabości i potrzeba podbicia własnego EGO. Jeżeli chcesz tak bardzo, to mierz się z równymi sobie, a jeszcze lepiej z lepszymi od Ciebie, wtedy przynajmniej jest szansa, ze nauczysz się czegoś nowego.

Szkoda mi facetów, którzy nasiąkają własną zajebistością, ponieważ odhaczyli kolejną kobietę, tak naprawdę są smutnymi kolesiami, którzy zostali zranieni przez kobietą, którą kiedyś być może kochali. Teraz się mszczą. Uważam, że bycie dupkiem wcale nie jest fajne, fakt do pewnego momentu może to być fascynujące dla kobiety… w pewnym wieku. Kobieta, która szuka stabilizacji życiowej, oleje takiego badboya ciepłym moczem i odejdzie z bezpiecznym misiem. A Ty będziesz wielkim podrywaczem, trzymającym własnego penisa w dłoni, który odprowadza wzrokiem kolejną kobietę, z którą przesadził.

Jedząc dzisiaj jak prawdziwy pimp pomidorową, doszedłem… do ciekawych wniosków.

Właściwie dobry podrywacz powinien być brzydki, biedny i źle ubrany… No, bo pomyśl, co może przekazać facet, który zajebiście wygląda? No, że wygląd się liczy, przecież to jego największy atut… Co może podpowiedzieć Ci bogaty facet? Że pieniądze się nie liczą? Elegancik, błyszczy swoją aparycją i to jest jego karta przetargowa. Więc chcesz być jednym z tych trzech?

Pomyśl o facecie, który mimo tego, iż nie ma kasy ani super wyglądu modela spotyka się z pięknymi kobietami. Coś musi być w nim takiego, że płeć piękną lgnie do niego. Musiał wykształcić w sobie jakiś mechanizm, który ułatwił mu kontakty z kobietami, wbrew przyjętym zasadom, że ten, kto ma X wygląda jak X zachowuje się jak będzie miał mnóstwo pięknych kobiet. Od takiego gościa mógłbym się uczyć…

Jako 24 latek nie przedstawię Ci wielkich życiowych mądrości, bo sam ciągle się uczę, siedząc w „temacie” tylko 5 lat wiem, że ciągle nie rozumiem kobiet. Ciągle jestem zaskakiwany.

Tym bardziej dziwią mnie 30 letni „trenerzy”, którzy karmią młode głowy teoretyczną kupą. Z ciekawością czekam na ich wypowiedzi powiedzmy za 4 lata, kiedy to wejdą w poważne związki z kobietami. Ustatkują się… wtedy chciałbym posłuchać jak to oni ruchali… bo na razie słychać pierwsze deklaracje, my tylko wykładamy teorie…

Ich sprawa…

Uwodzenie to jesteś Ty. Tam gdzie wchodzisz zaczyna się uwodzenie, ludzi, otoczenia, miejsca. Wraz z otworzeniem rano oczu, budzi się Twoje nastawienie do ludzi, i od Ciebie zależy czy wstaniesz z hasłem: kurwa kolejny pojebany dzień czy z nastawianiem: czas na podryw! Poflirtujmy z życiem!

Jeżeli kolejny raz masz przeżyć dzień w strachu… to lepiej w ogóle nie wychodź do ludzi… taaak zainstaluj sobie grę i napierdalaj w nią aż do bólu w nadgarstku… Tak rozwijasz się… to już 178 level w grze… w życiu 0.

Idąc gdzieś nie nastawiam się, że o! a teraz w tym markecie poznam kobietę swojego życia. Nie, moim celem jest kupienie wody mineralnej, ale nie obrażę się, jeżeli poznam tam fajną niewiastę. Nie latam za nimi po mieście, staram się żyć a przy okazji zabierać ze sobą kobiety, które będą towarzyszyć mi w danym momencie mojego życia. Nie jestem zły na te, które odmawiają, wcale nie uważam, że „ich strata”, bo być może rzeczywiście nie jestem w ich typie, doskonale to rozumiem. Mnie też się podobają wybrane kobiety. Co nie oznacza, że np. nie zatańczę z kobietą, która nie jest w moim typie. To tylko taniec… nie zamierzam potem jej uwodzić. Znam takich ortodoksów posiadania wysokich standardów, że posiadają tak wielkie wymagania, że nigdy nie mieli kobiety… po prostu wszystkie są chujowe… taaa

Nie muszę robić z siebie pajaca w kapeluszu z obrożą na czole, żeby zainteresować sobą kobietę. Nie wołam w ten sposób o pomoc, nie chce żeby ludzie wreszcie zaczęli mnie zauważać i interesować się moją oryginalnością. Chodźmy na piwo tyko zapnij te guziki i zmyj makijaż. Pogadamy o dupach. Może czegoś się od Ciebie nauczę, może Ty skorzystasz też w moich wskazówek. Przestaniesz być robotem, wyrzucę Twoje baterie, będziesz bezbronny, przegadam Cię i wreszcie zaczniesz słuchać. Podejdziemy do kobiety i zobaczysz jak jesteś sztuczny podczas rozmowy z nią. Zobaczysz wreszcie jak wiele można nauczyć się słuchając kobiet. Jej jedno zdanie, podważające w sposób zabawy Twój wygląd lub wypowiedź, Twoja jedna „chamska” odpowiedź i odpadasz. GAME OVER.

No tak pojebane jakieś te laski były…

Zamiast fascynować się kobietą, z którą rozmawiasz, Ty bardziej fascynujesz się nowym otwieraczem lub negiem… heh myślałem, że te kwestie mamy już za sobą… jednak jest jeszcze wielu wyznawców. Bardziej skupiasz się na tym, aby pokazać coś nowemu koledze z forum, niż na tym, żeby naprawdę kogoś poznać. Czy gdybyś miał tyle siły, aby samodzielnie podejść do kobiety na ulicy, to czy otaczałbyś się grupą przytakiwaczy? Robisz to dla siebie czy dla kogoś? I nie obrażaj się na mnie za te słowa. Kiedyś to zrozumiesz.

Dzisiaj boisz się podejścia do kobiety… a co dopiero podejścia bezpośredniego. Które jest łatwiejsze niż kręcenie i zaczynanie od dupy strony. Po co gadać o jakimś prezencie, którego i tak nie kupisz… Skoro boisz się powiedzieć kobiecie, że Ci się podoba to po prostu nie jesteś jeszcze gotowy na takie kobiety… Dla ludzi, którzy nie wiedzą, czego chcą jest czat. Tam możesz wszystko. Tam masz wybór. Same kurwa piękności. Chcesz iść na łatwiznę, będziesz miał to, czego chcesz… Tajemnicą bezpośredniego podejścia jest Twoja otwartość i dystans do słowa NIE. Jeżeli zrozumiesz, że za każdym razem uczysz się czegoś, to odkryłeś zagadkę. Nie myśl tyle przed samym podejściem. Analizuje w trakcie i po… co mogłeś zrobić lepiej i popraw to przy kolejnym podejściu. Idąc na otwartą wymianę pokazujesz, że naprawdę masz jaja i już nie musisz manifestować swojej wielkiej pewności siebie. Teraz skromność będzie wyżej ceniona. Ja lubię łączyć indirect z directem jeżeli np. miejsce nie pozwala na bezpośrednią wymianę zdań. Jeżeli zostajemy już sami, mówię, wiesz, co tak naprawdę to nie chodziło mi o ten głupi prezent, spodobałaś mi się, ale musiałem jakoś do Ciebie zagadać… nie chciałem być tak bezpośredni przy ludziach. Musisz postawić się na miejscu tej kobiety, zacząć myśleć tak jak ona… że skoro pracuje w tym sklepie, to może powinieneś być bardziej dyskretny. Nie można mieć kobietom za złe, że odmawiają mężczyznom, którzy zachowują się jak małe dzieci. Przestań gadać o tym jak wyrywać laski, zacznij to robić w sposób cywilizowany. To nie przypadek, że kobieta mówi: jesteś dziecinny -skoro nadal używasz emotki xD, zresztą nie wiem, co to oznacza do dzisiaj…

Przemyśl, jakim chcesz być facetem. Chcesz zabawiać kobiety? Imponować im? Wywoływać strach? A może ciekawość? Skoro ta kobieta potrafiła związać się z innym facetem, to może oznaczać, że jednak jej serce wcale nie jest takie zimne. Może nie potrafiłeś go rozgrzać…

poniedziałek, 19 grudzień 2011 14:38

Populizm w uwodzeniu

D: Magnus tylko żebyś nie stał się komercyjny…

M: A co to znaczy?

D: No, żebyś nie pisał tego, co ludzie chcą usłyszeć

…żebyś nie pisał, że jesteś najlepszy.

M: Ale nigdy przecież tak nie pisałem…

D: Nie no, akurat Ty jesteś spoko.

Codziennie rozmawiam z mężczyznami, którzy chcą dowiedzieć się czegoś od Magnusa, a to często ja uczę się od nich… daleko mi do pisania o sobie najlepszy… jednak nie będę ukrywał, że czuje się pewny siebie i znam swoją wartość. Myślę, że każdy ma oczy i widzi, kto robi coś, bo lubi, a kto bo musi, a jeszcze ktoś, bo głupio się wycofać. Nie jestem komercyjny, ale mam świadomość, że niekomercyjność również ma wartość komercyjną. Forum powstało, żeby pomagać mężczyznom i to jest jego siła. Były fora nastawione na ilość, były… co nie oznacza, że nie zależy nam na dotarciu do wielu osób. Zależy, cieszę się z każdej kolejnej osoby lajkującej profil jakzagadac ;) . Z każdego nowego użytkownika. Z każdego wpisu… Jesteśmy dopiero na początku… i tak nieźle nam idzie jak na młode forum :) . Dlatego chciałem podziękować każdemu, kto ma swój wkład w jego rozwój. Dzięki. Ja tym samym chciałem powiedzieć, że odcinam się od komentowania innych for i osób nimi zarządzającymi. Niech każdy robi swoje. Lepiej skupić się na sobie, szkoda czasu, można go wykorzystać inaczej. Jeżeli ktoś woli słuchać o goleniu jajek i ich masowaniu to jego sprawa, ja w tym czasie przeczytam książkę lub coś napiszę… Masz w sobie potencjał, wierze, że jeżeli Ty się zmienisz, staniesz się taki, jaki chcesz, to będziesz głosi dobre słowo, pomożesz komuś ze swojego otoczenia, pod warunkiem, że ta osoba będzie chciała się zmienić…

Uważam, że wszyscy jesteśmy trochę populistami… czy to na forum czy w życiu prywatnym… a szczególnie w relacjach z kobietami :) . Ograniczam ocenę, najpierw trzeba spojrzeć na siebie… jest jeszcze tyle pracy, po co marnować ten czas na inne osoby? Mogę obiecać Tobie tylko, to, że będę postępował zgodnie ze swoim sumieniem, nawet, jeżeli nie będziesz się z tym do końca zgadzał, ponieważ mam jeden argument, którym się kieruje szczerość i przekonanie, że to, co robie jest OK. Tam gdzie uwodzenie jest biznesem tam pojawia się kalkulacja i mnie to nie dziwi… Jeżeli „produkt” jest dobry i ktoś chce go nabyć nie mam z tym problemu, gorzej jeżeli jest to „kupa” zawinięta w ładny papierek… I tak… zaczynanie własnego portalu od podania cennika szkoleń, nie wróży niczego dobrego na przyszłość…

Wnioski jak zwykle dla Ciebie…

Ja sobie poczekam, ponieważ i tak się spotkamy :)

niedziela, 13 listopad 2011 00:00

Razem a jednak osobno

Pisanie o pozytywnych rzeczach w taką pogodę nie jest łatwe. Nasze ciało domaga się promieni słońca. Depresjo wyperdalaj. Czasami jestem mentalnym masochistą, lubię odczuwać i zadawać sobie psychiczny ból. Mimo, iż w moim życiu jest wszystko ok., chętnie wpadam w melancholijny nastrój. Siadam do laptopa i mam ochotę o czymś napisać. Mam ochotę coś napisać, niekoniecznie wesołego, być może, dlatego, że wesoły jestem każdego dnia. Być może pisanie jest odskocznią, być może odsłania się moja druga strona, chyba każdy ją ma. Nie potrzebuje smutku, mój umysł domaga się wyciszenia. Refleksyjna muzyka, pozwala wejść wręcz w hipnotyczny trans, idealny do wystukiwania kolejnych liter na klawiaturze.

Droga.

Każdy z nas idzie swoją. Przychodzi moment, kiedy nasze drogi się na chwilę krzyżują. Poznajemy kogoś. Wydaje nam się, że idziemy nią razem, jednak tak naprawdę każde z nas idzie osobno, po prostu idziemy równolegle do siebie w tym samym kierunku. To, że ciągle się widzimy, zapewnia nam poczucie bezpieczeństwa, że ciągle jesteśmy razem. Co pewien czas schodzimy się, aby upewnić się w tym przekonaniu, przekonaniu o „byciu razem.”
Mimo, iż każdy ma swoje sprawy, swoją drogę, podążamy w tym samym kierunku. Czasami droga jest wyboista, czy to u jednej czy drugiej osoby, czekamy na nią, pomagamy jej iść dalej. Wspieramy się wzajemnie. Jednak z czasem możemy zacząć odczuwać, chęć zmiany. Być może tępa marszu, chcemy pobiec lub skręcić gdzieś w nieznane.

Wtedy pojawiają się pytania, czy jestem już gotowy na wspólną wędrówkę. Czy potrafię iść z kimś. Przychodzi moment decyzji, ponieważ nagle pojawia się rozwidlenie. Drogi wyraźnie się rozchodzą. Wiesz, że znowu pójdziesz własną…

Strona 1 z 4

Sztuka uwodzenia

Sztuka Uwodzenia

Sztuka flirtu

Sztuka flirtu

Jak zagadać

Partner JakZagadać

Jesteś tutaj: Home Magnus