wtorek, 01 maj 2012 11:18

Zakładnik "własnych" przekonań

Oceń ten wpis
(6 głosów)

Zaczyna się bardzo niewinnie. Rodzi się mały człowiek, przyszły samiec alfa lub jak kto woli zakładnik własnych przekonań. Poznajmy jego losy. Już od najmłodszych lat, ten malec był zdany na siebie, ponieważ rola jego ojca ograniczała się do utrzymania rodziny. Głowa rodziny zarabia na to, aby młody człowiek mógł spokojnie srać w pampersy. Nasz bohater dorasta wychowany wśród kobiet: matki, babki siostry lub ciotki. Na początku wszystko jest ok., bo ma, kto wytrzeć pupę lub podmuchać w zadrapany łokieć. Z czasem jednak nasz mały przyszły pseudo alfa szuka męskiego wzorca. Zaczyna brakować mu ojca tak zwyczajnie. Tęskni za chwilami, kiedy ojciec uczył go jeździć  na rowerze, a gdy ten się przewrócił, tata dziarsko podtrzymywał na duchu: wstawaj nic się nie stało, spróbuj jeszcze raz!

Potem pochłonięty życiem codziennym Idol z dzieciństwa zaczął się oddalać. Więc chłopak mimowolnie sam postanowił wypełnić brakującą lukę. Zaczął szukać idoli wśród bohaterów kreskówek lub co gorsza starszych kolegów, którzy już palili lubi pili alkohol. I tutaj czekał pierwszy poważny sprawdzian dla naszego przyszłego pua, czy da się wciągnąć w wir nałogu?

Chyba każdy próbował zakazanego owocu, niektórzy przegrali z nałogiem dla innych był to tylko krótki epizod. Jednak to, co pozostało niezmienne to fakt, iż ojca ciągle nie było. Narastał żal i tęsknota przeradzająca się z czasem w złość a wręcz nienawiść. Gdzie byłeś jak potrzebowałem Twojej pomocy?

W szkole zaczęły się problemy. Niemy krzyk chłopaka, który chce zwrócić na siebie uwagę dorosłych, kolegów a wreszcie niczego niepodejrzewających rodziców! Syn opuszcza się w nauce jest to jego cichy protest, który swoją drogą jest mu na rękę. Nie chce mu się uczyć, tak po prostu. Zaczyna opuszczać zajęcia, ponieważ nie może wytrzymać presji otoczenia. Czepiających się nauczycieli oraz kolegów, którym ciężko jest zaakceptować jego inność. Chłopak staje się dziwnie agresywny. Być może jest to jego forma męskości, której zawsze mu brakowało. Wreszcie mówi sobie STOP. Od dzisiaj nikt już nie będzie się ze mnie śmiał! Odcina się od realnego świata, ucieka w swój własny, który ma być dla niego utopią.

Jednocześnie cały czas odczuwa brak wzoru do naśladowania. Kogoś, na kim mógłby się oprzeć, kogoś, kto zdejmie z niego plecak zwany dorosłym życiem. Kogoś, kto wie lepiej i więcej. Szuka. Wreszcie, gdy udaje mu się znaleźć kogoś takiego, zaczyna go podziwiać. Chce mu ufać, chce być taki jak on, zamiennik własnego ojca. Człowiek sukcesu, który ma pokazać, że można, że się uda. Właśnie wtedy zaczyna się wpadanie w pułapkę zwaną: zakładnik własnych przekonań.

W konsekwencji naśladowania swego idola, młody człowiek przestaje myśleć samodzielnie. Jemu się wydaje, że coś wie, czegoś się nauczył, ale to tylko pozory, ponieważ jest zwykłym odtwarzaczem. Powtarza to, co usłyszał. Myśli autorytetu stały się jego myślami tworząc w głowie nowy świat, świat, który z braku wyboru został zaakceptowany i uznany, jako lepszy, bardziej wartościowy. Świat wyimaginowany.

Wieloletnie doświadczenia a raczej ich brak dają owoc w postaci ciężkiego charakteru. Z jednej strony wspomnienia ze szkoły, każące zemścić się na wszystkich tych, którzy kiedyś go skrzywdzili z drugiej nastawienia “ja wiem lepiej”, ponieważ nigdy jego zdanie nie było brane pod uwagę. Wychodzi taki już prawie dorosły facet do ludzi i… ma wrażenie, że ciągle jest atakowany i musi się bronić, nigdy nie przyznać się do błędu! Złapią Cię za rękę mów, że to nie Twoja! Zero elastyczności, wszystko jest na NIE. Ciężko mu jest zrozumieć, że z ludźmi należy żyć, starać się ich zrozumieć, ba nawet czasami się czegoś od nich nauczyć, a nie walczyć. Zapatrzeni w swojego idola, sami siebie krzywdzą, ponieważ ich idol ma ich głęboko! On ma swoje życie. Jeżeli powiesz mu, że był dla Ciebie wzorem i chcesz być taki jak on, to usłyszysz: żyj własnym życiem. Nie udawaj kogoś, kim nie jesteś… Często bywa tak, że nie znamy naszych idoli i to chyba nawet lepiej, bo mogłoby się zdarzyć tak, że w rzeczywistej konfrontacji cały czar i magia okaże się tylko złudzeniem i znowu nasz bohater został bez autorytetu bo zapomniał budować własny. Dlatego póki jeszcze możesz, przestań być zakładnikiem cudzych przekonani!

 

pozdrawiam

piątek, 30 marzec 2012 20:44

Zapomniałem tytułu

Oceń ten wpis
(6 głosów)

Nerwowy, spięty, wystraszony jaki jeszcze jest facet podchodzący do kobiety? Możemy do tego dodać: agresywny? Natarczywy? Czy wreszcie potrzebujący. Widać, to wszystko widać jak na dłoni. Powód jest jeden. Jest sam. Zasadnicza różnica, między facetem, który spotyka się z kimś a facetem, który szuka kobiety. I niezależnie jakby jeden z drugim się starał-maskował, to wszystko wyjdzie. Luz. Tego brakuje przy podchodzeniu do kobiet. To takie proste, jeżeli mamy świadomość, że będziemy mieli, do kogo wrócić, że to tylko zwykła rozmowa, po której niczego nie oczekujesz będzie łatwiej. Chyba trzeba dojrzeć do tak zwanego lajtowego uwodzenia kobiet bez spinania się, bez oczekiwania rezultatu. Ilu facetów może sobie pozwolić na przesiedzenie na kanapie połowy imprezy? No przecież już po 12:00 a Ty jeszcze nikogo nie poznałeś. Do ataku. I to nie ma nic wspólnego z wymówkami. A Ty siedzisz. Bo wiesz, że i tak dzisiaj kogoś poznasz. Dzieje się tak kiedyś ilość zamieniasz na jakość.

Poznawałem, różne kobiety, ładne, brzydkie, grube, chude, głupie lub mądre masz swoje kryteria, więc nazwij je jak chcesz. Może nie były to tylko i wyłącznie piękności, ale od każdej z nich czegoś się uczyłem, nie miałem super wygórowanych wymagań, chciałem tylko, żeby ta kobieta mi się podobała, pociągała mnie, żebym mógł z nią pogadać-to wszystko. Fajnie jest być z kimś takim.

Z czasem nie myślisz, co jej powiedzieć, strach? Strach jest ciągle. Podniecenie, kolejne wyzwanie, zagadam czy spękam? Zresztą znasz to doskonale. Smak zwycięstwa i smak porażki. Pamiętasz do ilu kobiet podszedłeś? Niestety ogromna część z tych numerów dzisiaj jest bezużyteczna. Z perspektywy czasu te cyferki nic nie znaczą. Wyklarowałeś własny styl, być może jeszcze kulejący w kilku kwestiach, być może jeszcze chcesz negować  na starcie obcą kobietę. Ale jednak to jesteś Ty. Tylko a może i aż została Ci jedyna broń Twoja pewność siebie, aparycja, poczucie humoru. Uczyłeś się rutyn? Ile z nich stosujesz do dzisiaj? Ba! ile z nich pamiętasz? :D

Yyy Podobno 97% kobiet śpiewa pod prysznicem…

To było jakoś tak, co nie? :)

Fajne są fora, fajne są ebooki, super ogląda się filmiki z podejść. Jednak kurde pamiętaj o zabawie i przyjemności. Nie na ilość! JAKOŚĆ!!! Co mi po tym, że będę miał 10 numerów. Lepiej poznać jedną fajną kobietę, która odbierze, odpisze, będzie chciała się spotkać. Radość –tego mi brak. Czerp garściami z uwodzenia kobiet, korzystaj – nie wykorzystuj i nie daj wykorzystać siebie. Nie ganiaj, nie biegaj, poznawaj kobiety. Uwodzenie to nie jest sport. Chociaż fakt, trening czyni mistrza. Bądź mistrzem dla tej jednej konkretnej kobiety, a nie mistrzuniem dla wszystkich. Fajny jesteś chłopak, ale popatrz chodzisz do szkoły, na studia, do pracy, masz tam sporo koleżanek. Może tam byś spróbował? Chce Ci się wychodzić „na miasto” na pastwisko? :D Uwodzenie jest tam gdzie jesteś TY: Idziesz do sklepu, na uczelnie, do baru. Oczywiście bardzo fajne uczucie zdobyć numer, zatrzymać kobietę na chodniku, pokazać, ze masz jaja. Ale sam wiesz jak potem kończą się takie znajomości. Najczęściej nic z tego nie wychodzi, bo za szybko domykasz, a w ogóle się nie znacie. Nie chcesz poznać tej kobiety, chcesz napisać raport. Facet, który ma kobiety nie lata za nimi po ulicach i klubach. Po chodniku idzie, w sklepie robi zakupy, w klubie się bawi. A EWENTUALNIE przy okazji kogoś pozna.

Potem dziwisz się -jesteś rozczarowany, że pewien trener X nie ma kobiety, nie ma nawet przyjaciół, z którymi może wyjść na piwo lub, że jego kobieta nie wpasowuje się w Twoje gusta, mimo, iż kiedyś był Twoim guru. Możesz mieć pretensje tylko do siebie, że uległeś sile marketingu :) . Jestem Twoim guru? Nie? Ufff jak dobrze, wiesz mnie raz zostawiła dziewczyna… ups. Chociaż nie wiem jak to było do końca :D Dobra nie tłumacz się hehe

Dobra. Żeby, chociaż na koniec było merytorycznie, to zapodam Ci jakiegoś gotowca. Tekst jest dosyć mocny, pochodzi z mojej głowy, był realnie użyty w klubie. Jesteś gotowy? To jest 3 poziom intensywnego uwodzenia, mającego na celu zakotwiczenie kobiecie tego, że jesteś zajebisty, wykonuj go w fazie poznawczej między kinem a 3 sekundowym domykiem.

Ostatnio poszliśmy z kumplami do biedrony, tak wiesz przed imprezką, pamiętaj, że PUA nie piją. Wziąłem 6 piw. Na kasie siedziała ruda fajna dziewczyna HB9,333, no ale lipa zagadać przy ludziach, to tylko życzyłem jej miłego dnia. Kilka godzin i piw później… siedziałem w klubie. Na parkiecie były tylko 4 kobiety, po godzinie podszedłem do jednej na parkiecie, miała rude włosy:

Ty czasem nie pracujesz w biedronce na kasie? :D

Dalej możesz się domyślać… tańczyła nawet fajnie. No, ale nie domykałem. :) TYLKO się bawiłem :) .

Aaaa i to nie była ta ruda z biedronki :D mimo to jak widać kolejny raz otwieracz to gówno… liczy się to jak się zaprezentujesz i w jakim kontekście się znajdziesz. Ja naprawdę byłem przekonany, że to ta sama kobieta :)

pozdrawiam

niedziela, 18 marzec 2012 09:46

Przestań się użalać!

Oceń ten wpis
(4 głosów)

Czasami tego nie rozumiem, serio. Czytając tematy na forach o uwo, mam wrażenie, że te wszystkie kobiety mają rację odchodząc. I wybacz, ale nie jest mi przykro i nie współczuję takiemu facetowi, który tak pięknie wmawia sobie, że jego kochanie spotyka się z „kolegą” tylko na piwie. Przecież, to nic złego. Fuck. Jak to nic złego? Pytam siebie i czekam na odpowiedź… Schemat jest podobny. Kobieta poczuła, że należy jej się lepszy, nigdy tak naprawdę nie była w 100% przekonana, że ten związek jest ok. Kurwa już po samej rozmowie przesłanej w poście przez „poszkodowanego” widać, dlaczego to nie miało prawa bytu i nie chodzi nawet o treść tej rozmowy a o coś, czego pewnie nikt nie zauważył, bo wbrew pozorom to nic. W sumie tak jest, ale ja zwracam uwagę na wszystko :) chodzi o sam fakt jak on ją ma zapisaną na gg tak, tak, taka pierdoła też może dać obraz związku, on miał Kasia :*, ona miała: lukasz. Wnioski dla Ciebie.

I tak wmawia sobie ten facet, że przecież wysyła mu smsa, gdzie jest i co robi… dzisiaj nie mogła, bo była u mamy. Już po OFICJALNYM zakończeniu związku czy jego namiastki, w skrócie, gdy on 15 razy jej pytał czy to na pewno koniec? I gdy ona powtarzała tak tak tak, on jeszcze miał nadzieję dopiero koleżanka powiedziała, że ich widziała i nie wyglądali tylko jak znajomi, dopiero wtedy przyznał sam przed sobą, ok. to koniec. I kurwa nawet na końcu nie decydował, nawet teraz, ona zrobiła to za niego… został postawiony przed faktem dokonanym, co ma teraz powiedzieć, nic.

Czas na fazę wmawiania sobie: jest fajnie, wreszcie jestem wolny jest! Same kurwa pozytywy! Dobrze, że mnie zostawiła… niech sobie do niego idzie. Ale tak naprawdę to jest Ci przykro, czujesz pustkę i smutek. Straciłeś część swojego świata i kurwa, chociaż przyznaj się do tego, będzie Ci łatwiej. Bo zjebałeś stary… Straciłeś ostatnią szanse, aby to jeszcze naprawić w jakiś sposób. Chociaż uważam, że kobieta taką decyzję oznajmia, gdy jest już przekonana, na 100% że nic z tego nie będzie. Kręci z prostego powodu, bo jednak trochę jej głupio, że to przez nią związek się rozpada. Ale kiedy już ci o tym powie, to uwierz mi, odczuje ulgę. Jedyną reakcją właściwą to brak reakcji… zaufaj mi proszę już tyle razy dałeś dupy i rozmawiałeś, prosiłeś, obiecywałeś błagałeś.

JEDYNA TECHNIKA, jaką Ci polecam w momencie, kiedy kobieta zaczyna pierdolić głupoty typu, czuję, że to nie to… muszę to przemyśleć… jest olanie. Pisze ok. to daj znać jak przemyślisz. I chuj koniec znajomości. Wiem, że to trudne, ale i tak nie masz nic do stracenia ona już trzyma dłoń na klamce drzwi z napisem: INNY FACET. Teraz musi przeżyć szok. Zaskoczenie, że masz ją gdzieś, urywasz kontakt do 0. Żadnych sms nic, żadnych rozmów z koleżankami. To też jest śmieszne -ratowanie związku przez jej koleżanki. Żenada.

Żenujące jest też proszenie żeby została. Myślisz, że ją to ruszy, przekona? Chcesz żeby byłą z Tobą z litości? Złap się za jaja i otwórz jej drzwi z napisem inny, popychają ją tam… powiedz, że może to i lepiej. I zerwij całkowicie kontakt. Może jest to szalone, może jest to wręcz brutalne, ale to jedyna droga, do tego, żeby ona się tak naprawdę zastanowiła. A będzie się zastanawiać, jeśli pokażesz jej, że Cię straciła. Jakie kurwa zostańmy przyjaciółmi? Wypierdalaj. Co on będzie Cię ruchał a ja będę słuchał, podwoził i wmawiał sobie, że do mnie wrócisz? NIE.  KONIEC to KONIEC. Nie chodzi o to, żeby ją wyzywać od szmat, poniżać, nie! To jest słabe. Właśnie Twój spokój i klasa to Twoja broń.

I wybacz mi moje przekleństwa, ale jak czytam tematy tych płaczków, to nie dziwie się tej kobiecie. Takie jest życie. Witamy w Realu… witamy w świecie związków, zdrad i miłości. Fajny wpis nie? Został napisany przez życie…

wtorek, 13 marzec 2012 17:42

Uwodzenie kobiet a moje JA

Oceń ten wpis
(4 głosów)

JA szlifowane często latami tylko po to, żeby stać się dobrym uwodzicielem, inaczej, żeby poznać wreszcie fajną kobietę.

W teorii polega to na tym, aby podejść do kobiety, która Ci się podoba i zaproponować jej zapoznanie się. To jest pierwsza bariera, z którą potencjalni uwodziciele mają problem. Jak to zrobić, żeby się odważyć, żeby nie wyjść na głupka, żeby nikt nie widział ewentualnej porażki.
W praktyce uwodziciele podejdą do kogoś raz na jakiś czas, porozmawiają, czasami będzie coś więcej… uwodzicielem często jest osoba, która zarejestrowała swoją domenę. Prawdziwi podrywacze robią swoje.

Dla mnie bardziej liczy się to, jakim jesteś mężczyzną, niż to z iloma kobietami spałeś.

Bawiąc się w uwodzenie, ganiamy za różnymi kobietami, podświadomie gdzieś kształtując w sobie mechanizm gonienia króliczka. Mamy gdzieś, co ta kobieta ma w głowie, jakie wartości sobą reprezentuje, byle ją poderwać. Kolejna z wielu… kolejny raport, kolejna satysfakcja.
To nie przypadek, że ktoś jest sam. W tej całej gonitwie zapominamy o swoich wadach, wypieramy je z siebie, zastępując je sztucznie napompowaną bańką pod tytułem: pewność siebie, zajebistość, stanowczość, seksualność… Mimo wszystko ciągle jesteś sam… mimo podejść… mimo seksu…

Pierwszym krokiem do rozwoju jest znalezienie w sobie wad, zaakceptowanie ich a następnie praca nad sobą. Oczywiście mogę klepać cie po plecach i mówić świetnie podszedłeś, ale skoro nic z tego nie masz, to, po co? Możesz się obrazić, tupać nogami, najlepiej gdybyś pokazał mi, że się myliłem, że inni powiedzieli… Jednak częściej spotykam się z tym, że ktoś wraca do mnie po jakimś czasie i przytakuje… być może potrzeba trochę czasu, potrzeba tych kilku podejść, żebyś zrozumiał, to, o czym pisałem pół roku temu… ciche przemilczenie tematu też oznacza jedno. Dlatego przede wszystkim rozwijasz się dla siebie. Nie robisz nikomu na złość… jedynie sobie…
Czy rzeczywiście jest tak mało kobiet?

Zastanawia mnie to… dlaczego trzeba szukać ich wszędzie tylko nie tam gdzie one są. Szkoła, praca, znajomi, gdzie lepiej nawiązywać znajomości niż tam? Masz wszystko, czego Ci potrzeba, przyzwolenie społeczne, komfort, wybór, czas żeby się zaprezentować… wszystko zależy od tego jak to rozegrasz… No chyba, że przedstawiłeś się w sposób, który zadziałał na Twoją niekorzyść, wtedy trzeba szukać gdzie indziej…

Mężczyzna, który nie ma poszanowanie wśród swoich znajomych kobiet, nie będzie miał go również wśród tak zwanych nowo poznanych nieznajomych. On zawsze będzie facetem, ona zawsze będzie kobietą, niezależnie gdzie jesteście i co robicie.
Naprawdę łatwo poznać, co jest przyczyna niepowodzeń tego konkretnego mężczyzny.
Ten wygląda jak typowy chłop oderwany od pługa, tamten blady jak ściana, inny chudy jak trup. Kobiety nie są zainteresowane…
Jeden z drugim udają pewniaków, pod płaszczykiem nieśmiałości. Tamten nie potrafi się ubrać. Inny wygląda jakby pożyczał kosmetyki od siostry.

Pytam się gdzie jest ten pierwiastek męskości? Czy to wszystko przez sztucznie modyfikowaną żywność, WTF?
Nie chodzi o to, żebym kogoś obraził, ale serio kobietom nie można się dziwić. Jeżeli ona ma do wyboru kogoś lepszego to zwyczajnie go wybierze. Ale to nie znaczy, że masz robić coś pod nią. Ile razy słyszałem: dowiedziałem się, że ona lubi słuchać X i kupiłem ich płytę, podobno lubi dopakowanych musze koniecznie się dopakować… NIE NIE NIE, to nie o to chodzi. Ona kopnie Cię w dupę, ponieważ robisz kolejną rzecz pod nią. To bardzo irytuje kobiety, facet, który nie ma własnego zdania i życia. Facet, który nie potrafi krzyknąć postawić się, powiedzieć NIE, postawić na swoim, zadecydować, po prostu nie jest 100% facetem. Robisz wszystko, co ona powie, a potem i tak jest na Ciebie… chciałeś dobrze a wyszło jak zawsze… kobiety często tylko mają przeświadczenie, że wiedzą lepiej i chcą decydować, a tak naprawdę w połowie dopada ich zwątpienie i werbalnie bądź nie, chcą poznać Twoją opnie. Jeżeli będziesz stanowczy to ona podąży za Tobą zaufaj mi, mój drogi przyjacielu. Ulegnie, postawisz na swoim. Jednocześnie pamiętaj, że sam musisz mieć jakiś plan. Sprzeciwianie się kobiecie tylko dla samej zasady też jest słabe. Macie gdzieś iść ona chce tam -Ty gdzie indziej… i w końcu stajecie w połowie drogi i nie wiadomo, co robić… nie nie nie… to nie jest atrakcyjne… bardzo częste zjawisko; kobieta sobie coś wymyśla potem realizacja tego spoczywa na Tobie, nawet, jeżeli nie byłeś za… zaczynacie się kłócić, ona zarzuca Ci brak zdecydowania. I ma do tego prawo, tak samo jak Ty, aby się sprzeciwić, jeżeli nie masz na coś ochoty… zabieraj jaja ze sobą, nie zostawiaj ich w domu. I tak! jest mi łatwo pisać. Bo, po prostu chcesz ruchać, to musisz mieć jaja.
Masz wybór albo być z kobietą i czuć się facetem. Albo być dodatkiem…

pozdrawiam

środa, 07 marzec 2012 17:53

8 marca -dzień kobiet

Oceń ten wpis
(3 głosów)

Jestem sam

Słodko. Pierwsza myśl. Wzrost sprzedaży kwiatów ciętych, wypełnione po brzegi lokale i moc smsowych buziaków. Naprawdę słodko się na to patrzy. Sprzedawcy, restauratorzy zacierają ręce, kolejny raz zarobią, kosztem sentymentalnych facetów, chcących mieć pewny seks tego dnia. Cóż za spontaniczność. Akcja podaruj kobiecie kwiatek, w zamian za seks. Ups, to było złośliwe wybacz, może i trochę przemawia przeze mnie zazdrość. Przynajmniej nie mam tego problemu na głowie jak kolejny raz zaskoczyć swoją kobietę, przecież jeszcze niedawno obchodziliśmy 14 luty walentynki, jeszcze bardziej „sztucznie pompowany” dzień. Mam wrażenie, jakby nagle tego dnia cały świat krzyczał: Ej, Ty! Tak TY! Dzisiaj tj., 14.02 musisz pokazać swojej kobiecie, że ci zależy… kup kwiaty! Kup słodkie serduszko! Zaproś do kina na romantyczny film, byle nie polski!  Hej zaproś na pyszną sałatkę przy świecach… mmm. Pokaż, jakim jesteś czułym facetem. Przysięgam, że jeżeli tylko, kiedyś będę miał kobietę, to z przekory będę kupował jej kwiaty dzień przed tymi „świętami” niech ma pierwsza!

Jestem sama

Kolejne głupie święto dla zakochanych, nie rozumiem tego jakby nie można okazywać sobie uczucia, na co dzień. Osobiście nie obchodzę tego typu dni, nie jestem sentymentalna, jej jakby dziwne było dla mnie dostać kwiatka. Żeby, chociaż jeszcze sam go wybrał, ale nie… pewnie wejdzie do kwiaciarni zrobi głupią minę i powie: niech pani mi coś doradzi…. Eh faceci. Da mi potem tego kwiatka i będę musiała go taszczyć cały wieczór jak wrócę do domu to akurat będę mogła go wyrzucić. Po co mi to… jeszcze te ceregiele z kolacją i tak wiadomo, o co mu chodzi… zaprosi do tej samej knajpy już 14 raz zamówimy to samo, pogadamy i wyjdziemy kierując się do niego lub do mnie, aby teraz wreszcie spalić to, co zjedliśmy. Jakby nie można było zacząć tego dnia od seksu. Na szczęście to nie mój problem, pójdę sobie ze swoimi dziewczynkami do klubu, wyżyć się… tzn. poznać być może kilku fajnych facetów. Zresztą idę się tylko pobawić… chociaż… fajnie by było wyjść na jakąś randkę.

Mam kobietę

Będzie fajnie, już nie mogę się doczekać. Zaplanowałem naprawdę miły wieczór, kwiaty już kupione, stolik w naszej ulubionej knajpie zarezerwowany, potem wracamy do niej. :D Nie jestem jakimś szczególnym zwolennikiem obchodzenia tego typu dni, no ale po prostu jest to kolejny dzień, w którym można miło spędzić czas z ukochaną osobą. Najgorszy jest wybór prezentu, nigdy nie wiem, co kupić, żeby było oryginalnie. Kwiaty powinny wystarczyć, w końcu liczy się miłość…?!? Uczucie, że masz kogoś, z kim można spędzić ten dzień jest przyjemne. Nie chciałbym tego dnia zamulać samotnie przed komputerem, oglądając porno. No, ale cóż wszystkiego trzeba spróbować :) .  Można się przemęczyć jeden dzień, potem wszystko wróci do normy. Nie lubię tego ciśnienia związanego ze świętem kobiet, mam nadzieję, że moja kobieta wie o tym, iż każdy dzień w roku jest wyjątkowy, wystarczy, że przy mnie jest :*

Mam faceta

Śmieszne, ale rano zupełnie zapomniałam, o dniu kobiet, sms od niego przypomniał o Moim święcie! Wreszcie będziemy mogli miło spędzić razem trochę czasu, w tygodniu jesteśmy zajęci tyloma sprawami. Już nie mogę się doczekać, jestem ciekawa, co tym razem przygotował dla mnie mój miso. Tzn. domyślam się, ale, jak co roku udam zaskoczenie, w końcu tak bardzo się stara i naprawdę jest miło dostać kwiaty w tym dniu… nigdy mu tego nie mówiłam, wręcz czasami powtarzałam, że szkoda pieniędzy na kwiaty i to był mój błąd :) . Lubię je dostawać, sama nie wiem, dlaczego tak powiedziałam… Od rana myślę, w co się ubrać, żeby wyglądać wyjątkowo tego wieczoru.  Mała czarna jak zwykle uniwersalna na każdą okoliczność. W końcu to moje święto! Jestem kobietą! :)

Strona 1 z 7

Logowanie

Magnus

MagnusMagnus
Jestem normalnym gościem, który mieszka w Polsce - kraju, w którym trzeba mieć jaja żeby żyć. Czy ja mam jaja? (sprawdzam) - są, ale chodzi mi tu bardziej o jaja mentalne, chociaż te dosłowne też się przydają :).

OK. Chcesz poznać moją historię? W ogóle zacznijmy od tego, że nie chodziłem na imprezy, dzisiaj żałuję tego straconego czasu, no, ale życie toczy się dalej. Potem zacząłem wychodzić na imprezy, ale musiałem się zajebać, żeby wejść do klubu, oczywiście nie muszę mówić, że wyjście na parkiet było czymś nie do pomyślenia. Tak mijały kolejne miesiące, zacząłem interesować się tematem uwodzenia i tak krok po kroku stawałem się lepszy, już wychodziłem na parkiet, ale cały czas musiałem wypić sobie na odwagę. Kolejny etap to tańczenie i podchodzenie do lasek, oczywiście nadal wszystko pod wpływem alko. Zaczęło wreszcie się coś dziać, jednak chciałem podchodzić do kobiet bez picia alkoholu, i tak zaczęły się podejścia w dzień. To było straszne, no, ale z roku na roku, było lepiej, pierwsze numery, spotkania, itd. Brzmi znajomo? A dzisiaj? Dzisiaj mogę wejść do kluby i wyjść na parkiet, zagadać do laski i to wszystko bez kropli alko. Jestem szczęśliwszym facetem, zmiany są fajne. Dlatego jeśli ja mogłem się tak zmienić, to Ty też możesz.

Sztuka uwodzenia

Sztuka Uwodzenia

Sztuka flirtu

Sztuka flirtu

Jak zagadać

Partner JakZagadać

Jesteś tutaj: Home Blog Magnusa